Rozdział 2
Następnego ranka po przebudzeniu w mojej głowie pulsował tępy ból, w ustach miałam całkowicie sucho. Miałam wrażenie że coś przygniata mi nogi. Otworzyłam więc oczy i nie myliłam się, na moich nogach w najlepsze spała skulona Ginni z potarganymi włosami sterczącymi na każdą stronę. Roześmiałam się na ten widok, co skutkowało obudzeniem się wiewióry. Zamlaskała głośno i cichym głosem wychrypiała:
-Woooody-przetoczyła się z moich nóg na drugą stronę łóżka. Niestety trochę za bardzo energicznie i wylądowała na podłodze. Po chwili ponownie się odezwała:
-Boże! Więcej nie piję!
-Nieźle zabalowałyśmy-mruknęłam
-Ojj ty i tak dobrze się trzymałaś!
-Hahahaha może tak to wyglądało. Serio nie pamiętam końca imprezy.-powiedziawszy to złapałam się za głowę i z irytacją odkryłam że.... nic nie odkryłam z wczorajszego wieczora, a może dzisiejszego ranka?
-Która jest godzina? Masz eliksir na kaca?-odezwała się Gin
-Hmmm 8. Pewnie że mam. Łap.-powiedziawszy to rzuciłam małą buteleczkę w stronę Rudej, która z resztą zręcznie ją złapała. W tym samym czasie wypiłam swoją porcję i ból głowy oraz suchość w ustach przeszła jak ręką odjął.
-Dzięki Ci boże za ten cud!-krzyknęła Ruda widocznie w lepszym stanie-Hmm to mamy jeszcze trochę czasu. Nie sądzisz że to było trochę dziwne?-spytała po chwili
-Hmmm... ale że co?-spytałam mało inteligentnie nie przyswajając faktów po nieprzespanej nocy
-No ta cała super przyjaźń ze ślizgonami.
-Aaa o to ci chodzi-mruknęłam kojarząc temat-Też tak uważałam, ale przeprosili. Rozmawiałam z Harrym, powiedział mi że rozmawiał z Malfoyem po wojnie, mówił że czuje się głupio po tylu latach tego co się działo, i że oni ślizgoni (nie wszyscy, lecz większość) nie patrzą już przez pryzmat krwi i prosili żebyśmy im dali czystą kartę. Wiesz sama jaki jest Harry porozmawiał z nimi i się zgodził. Mi taki obrót spraw bardzo pasuję.
-Mi również, szczególnie dla tego że ci ślizgoni są zabójczo przystojni
-Oj całkowicie się z tobą zgadzam-powiedziałam po czym wraz z Gin zaczęłyśmy się śmiać. Po chwili mój wzrok padł na męską, czarną bluzę leżącą na biurku. Podeszłam do biurka, wzięłam bluzę i wróciłam na łóżko. Po chwili spytałam:
-Kogo to?
-Nie pamiętasz?-spytała lekko zdziwiona Ginni
-Nie
-Teo dał ci ją bo było ci zimno-powiedziała z wielkim uśmiechem, popatrzyłam na nią jak na wariatkę-No co? Przystojny jest i ewidentnie wpadłaś mu w oko-uśmiechnęłam się na tą wiadomość
-Gin leć pod prysznic, a ja w ten czas zrobię nam naleśniki. Chata wolna, nie ma rodziców-Ruda skinęła głową i poszła do łazienki. Ja w ten czas upajałam się zapachem niebiańskich perfum należących do właściciela bluzy. Niewiele myśląc narzuciłam ją na plecy po czym zeszłam do kuchni aby zrobić naleśniki. Po 15 minutach przyszła gotowa Ginewra. Wyglądała pięknie. Skończyłam właśnie robić ostatnią porcję, więc zabrałyśmy się za jedzenie. Gdy ja poszłam pod prysznic Wiewiórka posprzątała po śniadaniu. Narzuciłam na siebie ubrania, a włosy związałam w wysoki kucyk. Spakowałam jeszcze do torby telefon i bluzę Teo i byłam gotowa. O godzinie 10.40 teleportowałyśmy się na stację Kings Cross. W tłumie ludzi odnalazłam wzrokiem Harrego i Rona więc ruszyłyśmy w ich stronę. Po chwil Obok nas Pojawił się Draco z Anastazją. Rozmawialiśmy czekając na resztę. Po paru minutach pojawili sie Blasie z Teodorem i Pansy. Po znalezieniu przedziału usiedliśmy razem. Musiałam się przejść więc wyszłam z przedziału stanęłam przed oknem i lekko je uchyliłam. Po jakichś 5 minutach obok mnie pojawił się Teodor.
-Co słychać?-spytał po chwili
-W porządku, a u ciebie?
-Też. Ładnie wyglądasz-mrukną, a na jego cudownej twarzy zagościł cudowny ślizgoński uśmieszek. Lekko się zarumieniłam, lecz po chwili powiedziałam:
-Dziękuję-przypomniało mi się coś i z torby wyjęłam czarną bluzę i podałam ją ślizgonowi-dziękuję.
-Cała przyjemność po mojej stronie-powiedział biorąc bluzę z szelmowskim uśmieszkiem.
-Oooo! Nasze gołąbeczki znowu razem!!-krzyknął zadowolony Blaise
-Diable, przymknij się jeżeli ci życie miłe-mrukną zirytowany Teo
-Nie złość się misiaczku, złość piękności szkodzi- powiedział Zabini śmiertelnie poważnym głosem
-Czy ja o czymś nie wiem?-Spytałam chichocząc
-Nie wiem jak ty Zabini ale ja wole kobiety-warkną brunet
-Och-westchnęłam teatralnie łapiąc się za głowę
-Ulżyło, co Granger?-spytał z szelmowskim uśmieszkiem Teodor
-Pfff!
-Wiedziałem-brunet wyszczerzył się i objął mnie ramieniem przez co na mojej twarzy zagościł szeroki uśmiech.
-Dobra gołąbeczki ja idę do reszty-powiedział Blaise i zaraz znikną w przedziale. Po chwili odezwał się Teo:
-Idziemy się przejść?
-Pewnie- uśmiech nie schodził mi z twarzy. Przez zapach jego perfum który tak bardzo uwielbiam i to że objął mnie ręką zaczęło kręcić mi się w głowie. Chodziliśmy tak rozmawiając i śmiejąc się. Poznaliśmy się lepiej co niezmiernie mnie cieszy.
-Poczekaj, muszę zapalić-powiedział przystając, wyciągną z paczki papierosa i pokierował ją w moją stronę-chcesz?
-Nie, dzięki. Wolałabym raczej żeby nauczyciele o tym nie wiedzieli-mruknęłam. Odpalił papierosa i mocno się zaciągnął i tak jeszcze 3 razy. Nie wytrzymałam i stając z nogi na nogę powiedziałam:
-No dobra, daj trochę-wyciągnęłam rękę w stronę papierosa na co Teodor uśmiechnął się po ślizgońsku, lecz po chwili mi dał. Nerwowo się rozglądając zaciągnęłam się parę razy i uspokoiłam się, o wiele lepiej. Oddałam resztę papierosa ślizgonowi i mruknęłam:
-Dobra jak skończysz to wracamy do reszty-przytaknął i zrobiliśmy tak jak powiedziałam. Po 5 minutach odnaleźliśmy przedział i usadowiliśmy się obok siebie. wszyscy wesoło gawędzili. Po niedługim czasie przyszedł jakiś czwartoklasista z informacją że za 5 minut odbędzie się zebranie prefektów. Ja wraz z Teo Pansy i Ronem poszliśmy na zebranie. Nudne jak cholera z resztą. No po za ogłaszaniem Prefektów Naczelnych.
-W tym roku mam zaszczyt ogłosić Prefektami Naczelnymi Dylana Davis'a, Lilith Murray, Hermione Granger i Draco Malfoy'a. Gratuluję. Po kolacji proszę prefektów naczelnych aby przyszli do mojego gabinetu. Dziękuję, możecie wracać do swoich przydziałów.-powiedziawszy to wyszła z przedziału. Teodor który siedział obok mnie uśmiechnął się szelmowsko
-No no... Gratuluję. Słyszałem że naczelni mają niezłe przywileje
-Możliwe. Tylko zastanawia mnie jakim cudem Malfoy został naczelnym...
-Zmienił się, uważam że zasłużył
-Zobaczymy-Gdy wróciliśmy do naszego przedziału Teo od razu powiedział że ja i Draco zostaliśmy prefektami naczelnymi. Tak więc aby to uczcić umówiliśmy się że zrobimy małą imprezkę. Szkoła jeszcze nie zaczęła się na dobre, więc można się jeszcze zabawić. Na głupich rozmowach i super planach na super zabawy, czas zszedł nam bardzo szybko. Kolację zjedliśmy oddzielnie. Jak najszybciej chciałam dowiedzieć się co chce ogłosić nam McGonagall, więc gdy zjadłam kolację pożegnałam się z Harrym i Weasleyami i wyszłam z wielkiej sali w wyśmienitym humorze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz