~Na wstępie uprzedzam, iż nie ma to kompletnego związku z dramione! Jest to całkowicie wymyślone przeze moją chorą wyobraźnie, na polecenie mojej kochanej 민 수현 ~
(Uwaga są przekleństwa!:D)
Mówi się że młodzi ludzie nie potrafią kochać. Nie miłością prawdziwą. Chwilowe zauroczenie i pożądanie. Pff przecież to zwykła błahostka! Młodzi nic nie wiedzą o miłości. Kompletnie. A co jeżeli znajdzie się osoba, tak młoda, tak niewinna i całkowicie nieświadoma, która wpadnie, w te łakome sidła bólu i cierpienia? O tak, miłość nie odwzajemniona, rani, tak potwornie rani duszę i serce. Myślę, że tylko osoby, które mają tego cholernego pecha, a mianowicie ci, którzy kochają tak mocno, miłością tak potężną, bezwarunkową i cholera jasna, nie odwzajemnioną, zrozumieją.
Równie dobrze mogłabym pisać o tym jaka to miłość jest cudowna, kłamałabym, ponieważ sama takiej nie doświadczyłam. Miłość pokazała jemu środkowy palec, i postanowiła wydrwić w najgorszy sposób, ponieważ kochał za mocno. Zdarza się. Ale dlaczego spotkało to osobę która nie chciała tej miłości? Dominik nie chciał tego, i nienawidził się za to... Spytacie, dlaczego? Powodów jest mnóstwo. Jednym z nich jest ten: zakochał się w chłopaku. Jak mógł? Brzydził się sobą, ludzie się nim brzydzili, nawet jego rodzice.
Oczywiście nie był na tyle głupi żeby paplać o tym że podobają mu się chłopcy. Trzymał to w sobie dwa lata. Ale powoli zaczynał wariować, wariować z miłości. Musiał się komuś wygadać.
Od podstawówki miał przyjaciółkę, z którą nie rozstawał się od chwili poznania-aż do zeszłego wieczora.
Tak bardzo bał się jej opinii, dlatego nie powiedział jej prawdy, lecz jego chęć rozmowy z kimś dla niego-do tej pory-bliskiego, była coraz silniejsza. Zebrał się w sobie i postanowił do niej pójść i powiedzieć całą prawdę-w końcu mogła mu pomóc. Och jak bardzo się pomylił.
Ona-jak jego kochana siostrzyczka-Paulina, okazała się być zwykłą suką. Wydrwiła go, uznała, że taki śmieć nie powinien żyć. Co gorsza, powiedziała mu to wszystko, powiedziała Marcelowi. Rozeszło się to tak szybko.
Gdy poszedł do szkoły, chłopak, którego uważał za świetnego kumpla, w którym się tak nieszczęśliwie zakochał, spojrzał na niego jak na najgorsze ścierwo, i powiedział tylko dwa słowa:
-Pieprzony pedał-i splunął mu pod nogi. Oczywiście cała szkoła widziała to zdarzenie. A jakby inaczej! Wszyscy zaczęli się z niego śmiać i wykrzykiwać coraz to barwniejsze obelgi skierowane do jego osoby. Uciekł najszybciej jak potrafił, wsiadł w pierwszego lepszego busa miejskiego, a łzy mimowolnie napłynęły mu do oczu. Gdy dojechał do przystanku, pobiegł w stronę swojego domu. Wleciał do pokoju niczym torpeda, cały czas płacząc. Gdy po jakiejś godzinie uspokoił się, zszedł na dół z zamiarem wzięcia chłodnego prysznica, który mógłby ostudzić jego skołatane nerwy, natrafił na rodziców. Po chwili przemówił jego ojciec, głosem pełnym obrzydzenia:
-Nie na takiego cię wychowałem. Od początku widać było, że z tobą jest coś nie tak. Czym my z matką zawiniliśmy? Gdzie był nasz błąd?-mówił dalej, nie chciał go słuchać. Uciekł z domu, a gorzkie łzy żłobiły ślady na jego pięknej twarzy. W tej chwili myślał tylko o jednym. Pragną spokoju. Nie chciał czuć, ani myśleć. Pragnął śmierci. Mówią że samobójstwo to tchórzostwo. On uznał to za przysługę. Dla świata, rodziców i ludzi. Może i żałował, że nie zasmakuje życia i nie pozna go całkowicie. Ale nie było już odwrotu, stał na środku torów, a przed nim pędził pociąg-jeszcze chwilka, i.... skończył swój żywot, wraz ze zderzeniem.
Czasami słowa, ranią bardziej niż czyny.










